Rzeczpospolita Obojga Polsk #FELIETON

  • 24.07.2020, 12:27
  • Wiktor Moszczyński (Londyn)

Podziel się:

Oceń:

Rzeczpospolita Obojga Polsk #FELIETON IPSOS
Czy słowo Polska można użyć w liczbie mnogiej? Wiemy że mogą być (a właściwie są) dwie Koree, dwie Irlandie, dwa Sudany. Istniały poprzednio dwa Wietnamy. Mieliśmy podzielone Niemcy które do dziś dzielą mieszkańców na Ossi i Wessi. Mieliśmy też Królestwo Obojga Sycylii, a w naszej własnej historii Rzeczpospolitą Obojga Narodów.

Różnice między jednym i drugim było zarówno geograficzne jak i ustrojowe, reprezentujące inne tradycje, mimo że jednoczyła ich jedna kultura i jeden język.

Powyższy tytuł zgrzyta.

Brakuje mu znajomej melodii.

Ale jest gramatyczny.

 

To stan państwa polskiego tak zgrzyta.

W wyniku wyborów prezydenckich w Polsce mamy oczywiście wciąż jedno państwo używające ten sam ojczysty język i to samo godło.

Mamy jednak podział który geograficznie dzieli dziewięć województw na zachodzie, z większością głosującą za jednym kandydatem, od siedmiu województw na wschodzie, z większością głosującą za drugim.

Mapa taka przypomina Piąty Rozbiór Polski (Czwarty to umowa Ribbentrop-Mołotow) tyle że tym razem Polacy sami się rozebrali.

Ale mamy również podział światopoglądowy między tą jedną Polską (powiedzmy zachodnią) a drugą (bardziej wschodnią) tak zasadniczy i tak głęboko zakorzeniony że można by zakwestionować czy rzeczywiście łączy ich wspólny język.

 

Jak przypomina redaktor Piotr Pacewicz z OKO Press, gdy jedna strona mówi o „demokracji” ma na myśli niezależne sądy, poszanowanie praw człowieka i praw mniejszości, wolność prasy bez cenzury, prawo zrzeszania się w niezależnych organizacjach, czyli te wartości które za czasów PRL-u traktowano jako zbyteczne charakterystyki państwa burżuazyjnego.

 

Dla drugiego obozu „demokracja” oznaczała bezpieczeństwo publiczne, prawo do pracy, gwarancja powszechnego leczenia, dostęp do powszechnego darmowego szkolnictwa, prawo do praktykowania swojej religii.

Gdy jedna strona myślała o „rodzinie” jako związku zawartego w kościele wyłącznie między mężczyzną a kobietą aby wychowywać wspólnie dziecko, druga strona traktowała pojęcie „rodziny” jako związek jedno czy dwuosobowy, o jakiejkolwiek płci, mający prawo do wychowywania dzieci nie będąc koniecznie urzędowo zatwierdzony.

Oczywiście to nie znaczy że charakterystyki jednego pojęcia wykluczały od razu drugie, ale wśród bardziej zaślepionych poglądów wyrażonych po obydwu stronach wydawałyby że te światopoglądy nie można pogodzić.

 

Oczywiście ten podział geograficzny jest metaforą bo nie ma fizycznej granicy dzielącej Polskę.

Ale w wyniku wyborów mamy po przeszło 10 milionów wyborców w obydwu obozach diametralnie różniących się między sobą.

Znamy już chyba gorzkie statystyki podziału powyborczego.

 

Na Andrzeja Dudę głosowało:

  • 63,2 proc. mieszkańców wsi;
  • 53,8 proc. mieszkańców małych miasteczek;
  • 81 proc. rolników;
  • 65 proc. robotników;
  • 65 proc. bezrobotnych;
  • 63 proc. rencistów i emerytów; 77 proc. osób z wykształceniem podstawowym;
  • 74 proc. po zawodówkach;
  • 61 proc. osób powyżej 60 lat;
  • 59 proc. powyżej 50 lat.

 

Na Rafała Trzaskowskiego głosowało:

  • 62 proc. mieszkańców wielkich miast;
  • 66 proc. mieszkańców metropolii;
  • 70 proc. uczniów i studentów;
  • 68 proc. menedżerów i specjalistów;
  • 56 proc. pracowników w usługach;
  • 65 proc. osób z wykształceniem powyżej licencjatu;
  • 65 proc. osób poniżej 29 lat;
  • 55 proc. 30 i 40-latków.

 

Różnice w wieku, w zawodach, w miejscach zamieszkania i w stopniach wykształcenia były oczywiste i świadczyły o tym jakie dany elektorat miał doświadczenie życiowe, jaki dostęp do informacji i jakie mógł mieć aspiracje.

 

A więc z jednej strony była Polska wierząca, dumna ze swojej polskości, z głębokim poczuciem krzywdy narodowej, gospodarczo raczej eksploatowana, ale w oczach opozycji parafialna, zakompleksiona i archaiczna.

Wydawała się być objęta czymś co Eugeniusz Smolar nazywał „kolektywnym narcyzmem”.

Bardziej jaskrawe poglądy wyrażone przez ich przedstawicieli brzmiały jak poglądy powtarzane dość powszechne w zachodniej Europie jeszcze 40 lat temu, ale już należące teraz do marginesu społecznego.

Z drugiej strony była Polska bardziej sceptyczna, europejska, przedsiębiorcza, sfrustrowana, dusząca się w ramach atmosfery obecnej Polski i wyniosła, a nawet często pogardliwa, wobec Polaków w drugim obozie.

Wydawała się być mniej wyczulona na pielęgnowanie krzywd narodowych i to o tej grupie Polaków Jarosław Kaczyński narzekał, że „w Polsce jest taka fatalna tradycja zdrady narodowej... To jest jakby w genach niektórych ludzi, tego najgorszego sortu Polaków.”

 

Nic te polskie szczepy nie łączyło.

Można by powiedzieć metaforycznie, że jedli z innego menu w oddzielnych restauracjach.

Każda strona była otoczona informacjami i opiniami odbijającymi jak echo te informacje i opinie, które chcieli usłyszeć, a do których ich oponenci nie mieli normalnie dostępu, w wyniku zaprogramowania odpowiednich algorytmów internetowych.

Wspólnego szacunku nie było żadnego.

W czasie samych wyborów jedni karmili siebie informacjami dostępnymi na Onecie, OKO press, Gazecie Wyborczej czy kanale TVN24 (którego publicyści PiS-u przezywali pogardliwie WSI24 mimo, że od szeregu lat było już własnością amerykańskiego koncernu medialnego Discovery Inc.).

Drudzy czerpali informacje i argumenty wyborcze ze strony państwowej telewizji TVP, telewizyjnych i radiowych stacji katolickich, ambon i licznych gazet prawicowych.

Lecz po tej stronie wprowadzono również całą machinę rządową, z wypowiedziami ministrów i urzędników państwowych, ulotek wydanych między innymi przez Pocztę Polską, łącznie z użyciem alertów Rządowego Centrum Bezpieczeństwa.

 

Narzędzia walki były zatrważające.

Nie było żadnego dialogu bezpośredniego między kandydatami w drugiej turze.

Trzaskowski nie zaryzykował występu na debacie w TVP, a Duda odmówił udziału w debacie na TVN.

Ale zarówno Duda, jak i jego główni poplecznicy, przesadzali i upraszczali poglądy swoich przeciwników wracając wciąż do punktów najbardziej zapalnych dla swojego elektoratu, uwypuklając wręcz kłamliwe informacje o rzekomym likwidowaniu istniejących świadczeń społecznych, oddaniu majątków przedwojennych Żydom, podporządkowaniu Polski Niemcom, seksualizacji dzieci w szkole, odebraniu dzieci rodzinom heteroseksualnym, a nawet przymusową eutanazją.

 

Czarne PR wykorzystano w TVP aby popierać na każdym kroku Dudę i oczerniać Trzaskowskiego.

Niestety sam Duda podłączał się parokrotnie do tej gorączkowej atmosfery używając nawet terminologii homofobii, porównując „ideologię LGTB” do bolszewizmu.

Strona liberalna też wykorzystywała swoje skromniejsze ale wciąż imponujące środki medialne do bezlitosnego wykpiwania przeciwników i wyolbrzymiania zasięgu dyktatury w Polsce.

Trzaskowski był bardziej umiarkowany, wyciągając nawet rękę do oponentów, apelując do nich na swoich wiecach, aby dołączali się do jego kampanii.

Ofiarował stypendia dla studentów ze wsi, czy żłobków dla osób biedniejszych, choć nie mógł, tak jak premier Morawiecki, ofiarować darmowych wozów strażackich wioskom z największą frekwencją wyborczą.

Brakowało Trzaskowskiemu chwytliwego pomysłu dla całego elektoratu obydwu opcji, a nie uzyskał potrzebnego mu poparcia osobistego od wcześniejszych kandydatów jak Hołownia czy Kamysz-Kosiniak, gdy tymczasem Dudę poparł indywidualnie cały zestaw rządowy.

 

Natomiast Trzaskowski był zarazem wzbogacony profesjonalizmem machiny wyborczej Platformy Obywatelskiej, a również obciążony balastem PO przeszkadzającym mu w wystąpieniu jako kandydat niezależny.

 

Gdy zgodził się kandydować na miejsce Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, Trzaskowski uratował PO od klęski politycznej, ale tym samym zaznał klęskę dla całej liberalnej Polski.

Sondaże majowe wskazywały że w wyniku przejścia do drugiej tury niezależny katolicki liberał Szymon Hołownia miał lepsze szanse pokonania Andrzeja Dudy niż jakikolwiek kandydat Platformy.

Nawet tak zdolny kandydat jak Trzaskowski nie mógł przezwyciężyć głębokiej antypatii wobec swojej partii panującej wśród części społeczeństwa, już nie będącej elektoratem PiS-u.

Frekwencja krajowa 68 proc. była wyższa niż kiedykolwiek od czasu powrotu demokracji 30 lat temu.

Ale nie odczuwało się to jako triumf demokracji, a raczej jako wojnę domową stoczoną bez pardonu, w celu wyniszczenia poglądów i ideologii przeciwnika.

 

Podziały zakłócały nawet kręgi przyjaźni i rodziny.

Jedna strona kierowała się lękiem przed dalszymi stratami w wolności prasy, w kontynuowaniu konstytucyjnego trójpodziału władzy, w prawach kobiet, mniejszości narodowych czy homoseksualistów, w niezależności samorządów.

Obawiała się również ostatecznego wydalenia z Unii Europejskiej i odcięcia Polski od kultury zachodniej.

A druga strona, przy nadchodzącej recesji powirusowej, panicznie bała się utraty dostępu do świadczeń społecznych jak 500 plus, i innych osiągnięć gospodarczych PiS-u, jak wzrostu płacy minimalnej i realnego dochodu najuboższych czy spadku bezrobocia i skrajnego ubóstwa.

Powtarzano (niesłusznie) że przeciwnicy przywrócą wyższy wiek emerytalny.

Dla wielu biedniejszych wyborców Dudy redystrybucja ekonomiczna ostatnich 4 lat i nacisk na walory patriotyzmu polskiego oznaczały odrestaurowanie ich godności osobistej.

 

Przy takiej atmosferze, walka wyborcza nie zakończyła się pojednaniem ale całkowitym zwycięstwem jednej strony nad drugą.

Obóz rządzący pozostaje przy władzy i przy obecnym ponownie wybranym prezydencie nie będzie liczyła się z groźbą zawetowania dalszych ustaw w swojej krucjacie przeprowadzenia „dobrej zmiany”.

Mimo opozycji ze Senatu Jarosław Kaczyński i Zbigniew Ziobro już zapowiadają natężenie w swojej rewolucji.

W sądownictwie starsi członkowie Sądu Najwyższego odejdą na przyspieszoną emeryturę a nominanci Ziobry zajmą ich miejsca.

W samorządach zapowiadają się dalsze ograniczenia prawne i finansowe.

Według Jarosława Kaczyńskiego repolonizacja mediów nastąpi przed zakończeniem obecnej kadencji Sejmu i zapowiedział że „trzeba wzorować się na państwach zachodnich, ale na których, to tego jeszcze nie chcę mówić,” a Polsat jest już niemal w całości podporządkowany rządowi.

 

W kulturze będzie rósł nacisk na ograniczenie awangardowych wystąpień w muzeach czy teatrach.

Antoni Macierewicz zaatakował opozycję językiem tak jadowitym i brutalnym że nawet amerykański ambasador pani Georgette Mosbacher, która jest apologetą poczynań władz polskich, nie była w stanie przywołać go do porządku i została z kolei obrzucona personalnymi obelgami za swoje żydowskie pochodzenie.

Konflikt z Europą będzie trwał na poziomie prawnym i światopoglądowym.

Na szczycie europejskim premier Morawiecki nie popiera politykę systematycznego ograniczenia emisji CO2.

Jego rząd kwestionuje też zachowanie konwencji stambulskiej przeciw przemocy domowej.

Ta polityka nie zjednoczy „obie Polski” w walce z pandemią ani recesją, wprowadzi regresję w polityce społecznej i kulturalnej i zostawi Polskę jako pariasa Europy (wraz z Węgrami) bez automatycznego poparcia Ameryki w wypadku przegranej Donalda Trumpa.

 

Opozycja przegrała ale nie jest bezradna.

Była bliska zwycięstwa bo brakowało zaledwie 422 386 głosów, czyli 2,06 proc. do wygrania wyborów.

Ma większość samorządów po swojej stronie, szerokie poparcie uniwersytetów, organizacji naukowych i celebrytów w świecie kultury.

Posiada wsparcie wielotysięcznej masy aktywistów powyborczych, szerszych niż tylko machinę organizacyjną Platformy.

W Rafale Trzaskowskim ma osobę która reprezentuje ogólnie rozpoznawalny głos 10 milionów Polaków.

Jest gotowa walczyć skutecznie o utrzymanie praw demokratycznych i swoich wartości społecznych.

Ale Polska nie powinna pozostać podzielona.

Trzaskowski musi skonsolidować swoje atuty aby przetrwać te 3 lata do następnych wyborów i przekonać wystarczającą część drugiej połowy Polski aby poparli szerszy program dla ratowania Polski.

 

W tym celu powinien powołać komisję parasolową wraz z Hołownią i przywódcami innych stronnictw demokratycznych (nie wykluczając Konfederacji) i przedstawicielami samorządów i niezależnych grup społecznych aby uskutecznić program odbudowy gospodarczej i społecznej Polski, biorąc również pod uwagę interesy wsi i emerytów, i nie pomijając drażliwych tematów jak reformę sądownictwa i zmian w Konstytucji.

 

Również Prezydent Duda, nawołując do powstania „koalicji polskich wartości” i odpowiadający teraz już nie tyle machinie wyborczej PiS-u, lecz „przed Bogiem i historią”, a może i przed własną córką Kingą i jej pokoleniem, powinien podać rękę opozycji aby wyleczyć rany i pogodzić oba elektoraty polskie, interpretując program rządowy tak aby był zgodny z wymogami demokracji i praw człowieka.

Pamiętajmy słowa Churchilla: „w walce - determinacja; w klęsce - zaciętość; w zwycięstwie - wspaniałomyślność.”

Wiktor Moszczyński (Londyn)

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu WielkaBrytaniaOnline.co.uk , który jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.

Pozostałe