Sadiq Khan lekko się kompromituje #FELIETON

  • 15.06.2020, 10:24
  • Piotr Dobroniak

Podziel się:

Oceń:

W ostatni weekend w Londynie odbyły się manifestacje. Manifestacje, które pokazały jak duża jest polaryzacja w społeczeństwie brytyjskim ale które pokazały również, że burmistrz stolicy Wielkiej Brytanii nie jest burmistrzem wszystkich londyńczyków.

Problem Sadiqa Khana jest taki, że z jednej strony akceptuje wandalizm jednej z grup manifestujących swoje poglądy, a drugą grupę – robiącą dokładnie to samo – potępia.

Jednych nazywa walczącymi o swoje prawa, a drugich nazywa chuliganami.

Z tym, że ci pierwsi niszczyli Londyn i pomniki atakując uciekającą przed tłumem policję, a drudzy atakowali policję, która tym razem uzbrojona i zwarta, twardo próbowała wyegzekwować posłuszeństwo.

 

Niestety wcześniej tego zabrakło i nie dziwi fakt, że zachowanie Sadiqa Khana i szefowej brytyjskiej policji Cressidy Dick, sprowokowało niektórych do wyrażenia swojego niezadowolenia:

 

 

Trudno zignorować obraz brytyjskiego weterana wojennego, który nazywa burmistrza Londynu terrorystą.

Ten sam weteran dodaje również mocne słowa o tym, że należałoby go rozstrzelać.

 

Problem w tym, że prawdopodobnie tak myśli większość Brytyjczyków.

I nie mówię tu o tak multikulturowym mieście jakim jest Londyn, czy zdominowanym przez emigrantów Birmingham.

Mówię o Wielkiej Brytanii jako całości, gdzie tolerancja dla emigrantów i innych kultur jest dużo mniejsza.

 

 

Nieprzypadkowo w ostatnich wyborach Partia Konserwatywna wygrała wybory z taką przewagą.

Ostatnie wydarzenia w Londynie, gdzie protestujący – w większości biali – z brytyjskim hymnem na ustach, tudzież pieśniami patriotycznymi typu „Rules Britannia”, byli okładani przez policję pałkami, nie wzbudzą sympatii dla Partii Pracy.

Umocnią za to wszelkie ruchy skrajnie prawicowe i partie wzywające do brexitu, ograniczenia emigracji i „odzyskania Wielkiej Brytanii dla Brytyjczyków”.

 

Nawet obraz sikającego pod płotem parlamentu, w bezpośrednim sąsiedztwie postumentu ku pamięci zmarłego tragicznie policjanta Keitha Palmera, nie zmąci ich przekonań.

Z prostego powodu.

Burzących pomniki i atakujących policję zwolenników ruchu Black Lives Matters, policja musi szukać, a oni sami – jakby nie patrzeć – ukrywają się.

Pan spod płotu parlamentu zgłosił się na policję sam i wyznał skruchę.

Niby mała rzecz, ale jaka różnica.

 

Inną sprawą są obrazki po zakończonych w sobotę protestach.

Prowadzone na żywo relacje brytyjskich i międzynarodowych mediów pokazały jak grupy czarnych mężczyzn ganiają po londyńskim centrum białych.

A już wręcz porażający dla niektórych może być obraz, wynoszonego nieprzytomnego białego mężczyzny, do linii policyjnej aby tam udzielona została mu pomoc.

 

I w sumie mnie to nie dziwi a do protestów BLM mam stosunek wręcz ambiwalentny.

Jednego natomiast jestem pewien.

Najnowsze protesty BLM bronią bandyty jakim była ofiara amerykańskich policjantów – w tym przypadku również ewidentnych bandytów.

Nic zatem dziwnego, że inni bandyci, którzy widzą że tak wiele osób protestuje w obronie jednego z nich, czują się tak bezkarnie.

Instytucjonalny rasizm, który został w UK zdiagnozowany wiele lat temu, przerodził się z pewnego rodzaju ślepotę.

Spowodował, że w pierwszej kolejności nie patrzy się na to kto jest zły, a kto jest dobry, tylko jaki ma kolor skóry.

To do niczego nie prowadzi.

Dlatego moja ambiwalencja wyraża się jasno – TAK dla walki z rasizmem, ale NIE dla bezmyślnego zachowania, obrony gwałciciela, wymazywania historii i zwykłego wandalizmu.

 

Piotr Dobroniak

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu WielkaBrytaniaOnline.co.uk , który jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.

Pozostałe