Covid wygrywa, Johnson przegrywa #FELIETON

  • 29.05.2020, 17:15
  • Wiktor Moszczyński - felieton ukazał się również w londyńskim Tygodniu Polskim 

Podziel się:

Oceń:

Jest to ciekawa zagadka. W końcu Wielka Brytania przeżywa pandemię koronawirusa Covid-19 z większym przypadkiem śmiertelności niż jakikolwiek inny kraj europejski.

Jak dotychczas naliczono już przeszło 34 tysięcy śmiertelnych ofiar wirusa.

Wciąż są braki w dostarczeniu adekwatnego ubioru ochronnego dla pracowników w służbie zdrowia i w domach starców.

Ilość osób testowanych dziennie wciąż nie przekracza 70 tys. dziennie, mimo że minister zdrowia zapowiadał 100 tys. na koniec kwietnia i 200 tys. na koniec maja.

Co gorsze te testowania nie są jeszcze wystarczająco wykorzystywane do sprawdzenia źródeł zakażeń wynikających z testów.

 

Najostrzej krytykuje się teraz zaniedbanie zdrowia pracowników i mieszkańców domów starców.

Przeszło 7 tys. ofiar choroby zginęło w tych domach mimo zapewnień rządu jeszcze w marcu że życie tych mieszkańców nie będzie zagrożone wirusem.

Przez niemal cały kwiecień, gdy ogłaszano codziennie ilości zmarłych, zupełnie nie brano pod uwagę statystyki ofiar śmiertelnych w domach opieki. Liczono tylko zgony w szpitalach.

 

Rząd stara się nadrobić poprzednie błędy.

Powodem były opóźnienia wynikające z wcześniejszego zaniedbania masowego testowania gdy rząd poddał się, na szczęście tylko tymczasowo, iluzji uzyskania stadnego immunitetu przeciwko zarazie zamiast podjęcia próby ograniczenia jej zasięgu.

Premier Johnson przez cały luty zaniedbywał ostrzeżenia ze strony Międzynarodowej Służby Zdrowia o nadchodzącej epidemii z Chin i nie przybył na żadne zebranie specjalnego komitetu od bezpieczeństwa, zwanego Cobra, zwołanego parokrotnie do monitorowania możliwości zagrożenia.

 

Z tego powodu w marcu nastąpiło dwutygodniowe opóźnienie w wprowadzeniu regulaminów izolacyjnych.

Wtedy już zachorowania we Włoszech wskazywały co grozi Brytyjczykom.

Konsekwencje tej zwłoki dla mieszkańców tych wysp były fatalne.

Obiektywny obserwator mógł stwierdzić już wówczas, na podstawie powyższych błędów i negatywnych statystyk, że Wielka Brytania przeżywa klęskę żywiołową.

Mógł też przypuszczać że panikujące społeczeństwo brytyjskie straciło zaufanie do tak niedołężnego rządu.

Tymczasem nic podobnego.

 

W czasie najcięższej kwarantanny Brytyjczycy darzyli Johnsona pełnym zaufaniem.

W sondażach, rząd cieszył się ogromnym poparciem, “konstruktywnie krytyczna” opozycja traciła na popularności, a społeczeństwo tak się przyzwyczaiło do reżymu pozostania w domu, że wcale nie spieszyło się by ten stan rzeczy zmienić.

Mimo lęku panowała nawet atmosfera optymizmu.

Dzieci zatrzymane w domach rysowały tęcze, pielęgniarki śpiewały po salach a cały naród klaskał.

 

Nudę samoizolacji we własnych murach mieszkańcy zwalczali wyczynami sportowymi.

Psychiczne stresy łagodzili jogą i puzzlami, indywidualną bezsilność zastępowali zbiorowymi dotacjami a strach przed wirusem opanowywali nostalgią za okresem jeszcze większego strachu, czyli Drugiej Wojny Światowej.

Poranny dziennik BBC ograniczał podawanie wiadomości ze świata i preferował prezentację istnego karnawału dobrych uczynków.

Zebranych inicjatyw na cele charytatywne i aktów hołdu dla ofiar wirusa, szczególnie w służbie zdrowia.

 

Mimo ciężkich strat i cierpienia i mimo nieobliczalnych strat materialnych, Brytyjczycy zachowywali się jakby mieli wychodzić z obecnego kryzysu pogodniejsi, mocniejsi, niemal zwycięzcy.

Właściwie to oni nakłaniali rząd do wprowadzenia kwarantanny w kwietniu a nie na odwrót.

To mieszkańcy dobrowolnie poddawali się rygorom zamknięcia bez potrzeby nagany czy patroli policyjnych na ulicy.

A mimo swoich wyraźnych niedociągnięć premier, zarówno przed jak i po swojej chorobie, tryskał optymizmem.

Z kipiącą energią budowano improwizowane szpitale i nakłaniano społeczeństwo najprostszymi hasłami do samoizolacji aby w ten sposób ochronić służbę zdrowia przed lawiną zakażonych pacjentów.

 

Trzeba przyznać że wówczas instrukcja rządowa była wyjątkowo wyrazista.

„Jeżeli siedzisz w domu, ratujesz życie swoje i cudze, i chronisz służbę zdrowia”.

Rząd brytyjski rzeczywiście miał dar w przekazywaniu prostych klarownych haseł.

Przedtem było „Kończmy z brexitem”.

A teraz „Zostań w domu. Chronisz NHS”.

Aż szkoda że na tym haśle głównie kończy się ich zasługa w obecnym kryzysie.

 

Pomogła rządowi w tym 94 letnia Królowa Elżbieta w swoim nagranym orędziu 5 kwietnia.

Przy rytualnym podziękowaniu pracownikom służby zdrowia i służbom opiekuńczym królowa mówiła o narodowej dumie wynikającej z przetrwania i o tym jak następne pokolenia Brytyjczyków będą wspominać obecne czasy jako bohaterskie.

Tak jak obecnie wspomina się pokolenia wojenne jako bohaterskie.

 

Kończąc powiedziała:

„Pocieszajmy się myślą że choć będziemy musieli jeszcze wiele wytrwać, lepsze dni powrócą; będziemy znów z naszymi przyjaciółmi; będziemy znów z naszymi rodzinami:; spotkamy się jeszcze.”

 

Te ostatnie słowa nadziei ze szlagiera z czasu wojny popularnej pieśniarki Very Lynn były jakby tym zaklęciem, które uruchomiły tą rezerwę wytrwałości Brytyjczyków do zwalczania i przetrwania konfrontacji z wirusem.

Wszystko co odtwarzało tamte czasy stało się modne, łącznie ze szlagierami, plakatami, filmami dokumentacyjnymi i występem nowych bohaterów 99-letnch jak weteran wojenny kapitan Tom Moore, który zebrał przeszło 33 miliony funtów na charytatywne cele wspierające służbę zdrowia.

 

Jadąc na tym korowodzie nostalgii Johnson wstrzymał swoje oświadczenia o złagodzeniu obecnych przepisów antywirusowych aż po uczczeniu 75-ej rocznicy zakończenia wojny dnia 8 maja.

Przy tak skutecznym zakamuflowaniu swoich dotychczasowych niepowodzeń w walce z wirusem Johnson czuł się na siłach aby ogłosić, że w wyniku obniżenia ilości nowych zakażeń i zgonów, a zwiększenia w ilości osób testowanych, gotów był dopuścić do złagodzenia przepisów.

Odrzucono w końcu klarowne hasła „Zostań w Domu. Chroń NHS”.

Zastąpiono je bardziej ambiwalentnym hasłem „Bądz czujny. Kontroluj Wirusa.”

 

I wtedy dopiero zaczęły się jego kłopoty.

Złagodzenie przepisów dotyczących kontaktów rodzinnych stworzyło cały węzeł nieporozumień.

Na przykład dlaczego można było spotkać rodzica w parku, ale nie we własnym ogrodzie?

Dlaczego dziadek nie mógł przebywać z wnuczką ale mogła to zrobić płatna opiekunka?

Nie konsultował zmiany ze związkami czy samorządami.

Premier zachęcał nauczycieli i rodziców do ponownego otwarcia szkół na 1 czerwca, a pracowników nie mogących pracować do natychmiastowego powrotu do miejsca pracy.

 

Lecz powrót do pracy czy do szkół wymagał większej ilości podróży, które nie można było zadowolić publicznym transportem ze względu na potrzebę społecznego dystansowania.

Zachęcano użycia rowerów i prywatnych samochodów.

Potrzebne byłe nowe przepisy mogące zapewnić pracownikom poczucie bezpieczeństwa w miejscach pracy.

Przy tym przygotowano cały szereg nowych przepisów które często były sprzeczne ze sobą.

Johnson nazwał je „mapą drogową”, ale media przezwały je „spaghetti junction”, czyli „makaronowym węzłem”.

 

Opozycja rozwinęła już bardziej wymierzoną krytykę rządowych błędów i niedociągnięć, związki nauczycielskie i szkoły zaczęły się buntować, zarządzenia rządowe stały się powodem drwin i nieporozumień.

Szkocja, Walia i Północna Irlandia ogłosiły swoją niezależność kontynuując wciąż poprzednie restrykcje rządowe.

Publiczne media dotychczas przychylne, zaczęły częściej pytać, czy na prawdę musiało być aż tyle ofiar.

Rząd ma kłopoty polityczne nie tylko z Partią Pracy i nie tylko z administracją Szkocji i Walii, ale również z własnymi posłami, którzy dotychczas nie byli konsultowani.

 

Wiele z tych kontrowersyjnych nieścisłości wynikało z próby powiązania dwóch kontrastujących celów.

Z jednej strony chronić zdrowie mieszkańców, a z drugiej, próbować ożywić gospodarkę.

Gospodarka brytyjska skurczyła się o 2 proc. w pierwszym kwartale, a istnieje obawa że z powodu wprowadzenia kwietniowych środków samoizolacji skurczy się o dalsze 25 proc. w drugim kwartale.

Rząd zmuszony jest też wprowadzić zabezpieczenie obecnych etatów i pożyczek bankowych i przejąć odpowiedzialność za węzłowe kanały gospodarki jak koleje.

 

Dług w budżecie państwowym ma wynosić 516 mld funtów w tym roku.

Wobec tego gospodarce grozi recesja którą specjaliści uważają jako najgorszą w historii tego kraju od 300 lat.

Dlatego te pierwsze kontrowersyjne kroki, „baby steps” jak je określa Johnson, są konieczne.

Największe trudności wynikają obecnie w zapowiedzianym otwarciu szkół.

Rząd chce aby dzieci mogły znowu obcować z innymi dziećmi i mieć bezpośredni kontakt ze swoimi nauczycielami, a w ten sposób umożliwić ich rodzicom powrotu do miejsca pracy.

 

Ale nauczyciele boją się.

Spóźnione konsultacje z nauczycielami i samorządami nie tak łatwo sprawią by Johnson osiągnął swój cel.

W sondażach z 11 maja rząd wciąż posiadał poparcie 51 proc. społeczeństwa, ale ten kapitał zaufania może teraz być roztrwoniony przez obecne błędy w prezentacji i brakiem wczesnej konsultacji.

Tylko 36 proc. godzi się na złagodzenie lockdownu.

Zapomniane grzechy przeszłości mogą powrócić na porządek dzienny.

A jeżeli premier i rząd straciliby teraz autorytet to tym trudniej będzie przeprowadzić nowe zarządzenia rozluźniające przepisy antywirusowe i tym trudniej zjednoczyć podzielone obecnie społeczeństwo.

Wiktor Moszczyński - felieton ukazał się również w londyńskim Tygodniu Polskim 

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu WielkaBrytaniaOnline.co.uk , który jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.

Pozostałe