Opera a współczesność

  • 20.10.2019, 10:53
  • dr Jacek Kornak

Podziel się:

Oceń:

Opera a współczesność Opera North
Opera dla wielu wydaje się przeżytkiem. Koturnowe przedstawienia rodem z XIX wieku z ładną muzyką na wielu już nie robią większego wrażenia.

W czasach swojego rozkwitu przedstawienia operowe prowokowały gorące debaty, a nawet rozruch społeczne. 

Dziś raczej demonstracji po wieczorze w operze nie będzie, ale czy opera jako gatunek ma jeszcze coś do zaprezentowania współczesnemu widzowi?

Na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi, ale warto przyjrzeć się niektórym dziełom z ostatnich dekad. 

Niedawno Opera North wystawiła mało znaną operę czeskiego kompozytora Bohuslav Martinů „The Greek Passion”. 

Premiera oryginalnej wersji miała miejsce w 1999 roku, wiele lat po śmierci Martinů. 

Obecnie nową produkcję dla Opera North przygotował Christopher Alden. 

Muzyka Martinů jest eklektyczna mieszają się tutaj elementy stricte operowe, sakralne oraz ludowe. 

Rytmy oraz melodie są niezwykle bogate. Nie jest to muzyka dramatyczna w romantycznym rozumieniu. 

Martinů jest daleki od verisma oraz Wagnera. 

Tworzy on własny unikalny język muzyczny, który jest w stanie opowiedzieć niezwykle przejmującą historię. 

Muzyka oraz libretto stronią od psychologizacji, stąd też Alden tworzy prostą, hiperboliczną produkcję. 

Opowieść o imigrantach, którzy nie znajdują pomocy w religijnej wiosce, a pasterz, który pomaga głodnym i bezdomnym ludziom zostaje zamordowany jest jak najbardziej współczesna i przerażająca. 

Manolios, pasterz jest wyrzutem sumienia dla religijnej wioski, dlatego po jego zabójstwie mogą oni spokojnie świętować Boże Narodzenie i zapomnieć o tym, że nieopodal ludzie umierają z zimna i głodu. 

W operze Martinů muzyka oraz treść stają się jednością. 

Martinů tworzy piękną operę, która zarazem staje się wyzwaniem i oskarżeniem dla widza. 

Alden abstrahuje od taniego realizmu, aby jeszcze bardziej uwidocznić kruchość ludzkiego istnienia. 

Obrazy przemocy i okrucieństwa, choć pozbawione dosłowności są wyzwaniem dla widza.

Orkiestrę Opera North poprowadził Garry Walker. Brzmienie orkiestry było delikatne, często intymne. 

Walker nie usiłuje dodawać muzyce dramatyzmy, on pozwala nam wejść w jej subtelne piękno. 

Jego interpretacja brzmi kameralnie, co nadaję jej jeszcze większej mocy emocjonalnej. W roli Manoliosa wystąpił Nicky Spence. 

Spence stworzył wielowarstwową postać pasterza. Jest to postać bardzo niejednoznaczna. 

Być może na początku Manolios zmaga się z problemami psychicznymi, ale dojrzewa on pomagając uchodźcom. 

Spence śpiewa lirycznie i delikatnie, ale zarazem pewnie. 

 

 

Jego interpretacja jest nie tylko piękna od strony wokalnej, ale zarazem emocjonalnie poruszająca. 

W roli Kateriny wystąpiła młoda polska śpiewaczka Magdalena Molendowska. Jej głos był wyrazisty i intensywny. 

Wyrazistą wokalnie rolę Yannakosa stworzył Paul Nilon. Bardzo przejmująca była partia Fotisa wykonana przez Johna Savournina.

Opera North tą produkcją udowadnia, że opera nie jest muzeum, ale żywą sztuką, która może być wyzwaniem i niezwykle ostrym komentarzem do współczesnych debat politycznych.

Diametralnie różne od opery Martinů jest pochodzące z 1990 roku dzieło Gerald Barry „The Intelligence Park”. 

Wspólna produkcja Royal Opera House oraz Music Theatre Wales miała swoją premierę niedawno w Linbury Theatre. Muzyka Gerald Barry jest pełna energii, surrealistyczna. 

Sama opera jest swoistym pastiszem dawnych oper mieniącym się od barkowych i klasycystycznych rytmów i specyficznej dynamiki. 

Akcja jest zwariowana i nawet nie podjąłbym się jej streszczania. 

Barry jest pomysłowym artystą i jego dzieło ogląda się z przyjemnością, jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że nie wiele ono wnosi. 

W pewnym sensie muzyka ta jest pustą techniczną zabawą kompozytora. Nie jest ona narracyjna, po kilku minutach już wiemy, że nic nas tutaj nie zaskoczy. 

W pewnym sensie przez około dwie godziny oglądamy wariacje na ten sam temat, które do niczego nie prowadzą. 

Barry jakby wychodził z założenia, że opera się skończyła i jedynie możemy przetworzyć istniejące style i stworzyć z nich swoistą groteskę.

Nigel Lowery wyreżyserował przedstawienie w sposób dynamiczny i pomysłowy. Jego produkcja jest pełna barw oraz ruchu. 

Wyciąga on z opery Barry’ego naturalną śmieszność i przerysowanie. 

Lowery stworzył spektakl, który się dobrze ogląda, choć na dobrą sprawę nic się tutaj nie dzieje. 

Jessica Cottis z elegancją i energią poprowadziła orkiestrę London Sinfonietta. W roli Paradies Michel de Souza był świetny aktorsko oraz niezrównany wokalnie przeskakując nieustannie z barytonu w falset. 

Adrian Dwyer w roli D'Esperaudieu imponował elastycznością głosu oraz energią. Reszta solistów również bardzo dobrze sprawdziła się w swoich rolach, co jednak nie zmienia faktu, że opera ta to taka wydmuszka. 

Oglądając ja miałem wrażenie jakbym był na proszonej kolacji. 

Gospodarz opowiada dowcip, który nie jest specjalnie śmieszny, ale trochę przez grzeczność, a trochę dlatego, że dowcip ma w sobie coś świeżego śmiejemy się. 

Jednak gdy gospodarz zachwycony swoim dowcipem powtarza go w kółko przez całą kolacje, dowcip staje się nie tylko nudny, ale dość męczący.

Nie da się odpowiedzieć na pytanie czy opera jako gatunek jest aktualna. 

Wciąż powstają dzieła, a inne są wznawiane, które mają moc przekazywać piękno i prawdę. 

Są też dzieła, które są puste i wyprane ze znaczeń.

dr Jacek Kornak

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu WielkaBrytaniaOnline.co.uk , który jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.

Pozostałe